Blog o tendencjach i trendach na rynku pracy
Szkolenie, którego nie zrobisz online

Szkolenie, którego nie zrobisz online

Jest takie szkolenie, które trwa 12 długich miesięcy. Szkolenie, podczas którego nie otrzymujesz żadnych pomocy naukowych. Nie płacisz za uczestnictwo i nie masz trenera, którego możesz o wszystko zapytać. Nie masz obiadów wliczonych w cenę, a przerwy kawowe należą do rzadkości. A tym szkoleniem jest… urlop macierzyński.

Odkąd zostałam mamą, często myślę o tym ważnym dla matki i dziecka okresie w kontekście zawodowym. A mianowicie – czy rzeczywiście jest to dla mamy czas stracony? Na własnym przykładzie mogę odpowiedzieć: zdecydowanie nie! Dla mnie osobiście ostatnie 8 miesięcy to był czas, w którym naprawdę dużo się nauczyłam. I nie chodzi o jakieś kursy, szkolenia i inne formy zdobywania wiedzy. Przede wszystkim dowiedziałam się wiele o sobie. Zmierzyłam się z własnymi mniemaniem na swój temat. Zweryfikowałam te wszystkie mity, które budowałam wokół własnej osoby. Bo macierzyństwo to taki papierek lakmusowy, który pozwolił mi (i wciąż pozwala) dowiedzieć się, jaka jestem w rzeczywistości.

Ale do rzeczy. Jakie umiejętności można nabyć lub udoskonalić podczas tych długich miesięcy z dzieckiem? Czy te supermoce nabyte podczas chwil spędzonych z maluchem mogą przydać się nam w pracy zawodowej? Czy rzeczywiście okres urlopu macierzyńskiego musi być pustą plamą w naszym CV?

Funkcjonowanie w warunkach stresogennych

Macierzyństwo to jest taki zespół czynności i emocji, które bywają bardzo stresujące. Jeśli mam być szczera, to jego początki to stan permanentnego stresu, będącego efektem dość drastycznego zdarzenia z chaosem, którego doświadczamy na samym początku. Kiedy już się ten chaos ogarnie (no… powiedzmy), to przychodzą kolejne sytuacje, które nadwyrężają nasze nerwy (a to gorączka, a to jakaś dziwna wysypka, a to jakiś dziwny grymas, a to on się nie podpiera na rączkach, a przecież już powinien…  i tak można w nieskończoność). Do tego dodajmy nieustanny niepokój wywołany przedłużającą się pandemią i mamy idealny model jednostki, która potrafi funkcjonować  w warunkach skrajnie stresogennych.

Planowanie

związanie z gromadzeniem zapasów – na dzień, na tydzień, na miesiąc w przód. Trzeba myśleć perspektywicznie, zwłaszcza kiedy może się okazać, że w Twojej ulubionej drogerii tuż przed lockdownem wykupiono wszystkie pieluchy i mleko. I wtedy – nauczona doświadczeniem – stajesz się matką przewidującą, z imponującymi zapasami tego, czego młody człowiek do życia potrzebuje. To ważne, zwłaszcza w sytuacji, gdy debiut w roli mamy przypada na początek pandemicznego szaleństwa.

Organizacja czasu

To było dla mnie najbardziej zaskakujące odkrycie. Zawsze uważałam siebie za osobę bardzo dobrze zorganizowaną. Może tak było, nie wiem. Faktem jest, że bycie mamą przeniosło tę umiejętność na wyższy poziom. Bo w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że w ciągu godzinnej drzemki malucha ugotowałaś obiad, rozwiesiłaś pranie, umyłaś głowę i nawet umalowałaś oko (sorry, ja muszę, bo inaczej czuję się tak, jakbym była chora). I wspaniale, jeśli ta drzemka trwa godzinę. Bo jeśli 15 minut, to… przechodzimy do kolejnej umiejętności.

Elastyczność

Jakże ważna w dzisiejszych czasach. Sztywny plan dnia z dzieckiem na pokładzie to mit. Możesz sobie planować do woli, ale faktem jest, że maluch bardzo często ma inne plany i sygnalizuje to w sposób mniej lub bardziej bezpośredni. Bardzo ważną umiejętnością jest zatem dostosowywanie się do zaistniałej sytuacji, dopasowanie się do aktualnych warunków, rewizja planów i oczekiwań. Na początku to frustruje, by potem w końcu stać się twoją codziennością.

Umiejętność intencjonalnego uczenia się

Bo w ciągu bardzo krótkiego czasu musisz przyswoić bardzo dużo wiedzy. Bo okazuje się, ze wybór czy zakup jakiejkolwiek rzeczy (czy to wózka, czy zabawki) wymaga przewertowania całej masy artykułów i opinii. Tyle opcji do wyboru, tyle możliwości… A ty masz tylko kilkanaście minut. Jedno jest pewne: nie marnotrawisz czasu. Wybierasz tylko to, co dla ciebie istotne.

Wyrozumiałość

Oj tak. Kiedyś było dla mnie nie do pojęcia, jak to można się tak spóźniać na spotkania ze znajomymi. Dlaczego ci, którzy mają dzieci, zawsze przechodzą z przynajmniej półgodzinnym poślizgiem? Teraz już wiem. Wiem jak to jest walczyć z małym wyjcem,  z jego rozcapierzonymi paluszkami, które za żadne skarby nie chcą się przecisnąć przez wąski rękaw kurtki (a swoją drogą – ten, kto te ubranka zaprojektował, chyba nie miał wyobraźni). Wiem, jak to jest przebierać (jego i siebie) w ostatniej chwili, bo przecież schodzenie po schodach to jest najlepszy moment na wizualną i namacalną informację „obiadek się nie przyjął…”. I tak można mnożyć przykłady.

No i wyobraźcie sobie jednostkę, która po 12 miesiącach takiego intensywnego treningu wraca do pracy. Petarda, prawda? 🙂

PS. Droga Mamo – jakie supermoce dodałabyś do tej listy?

One comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *